Xiaomi oficjalnie zapowiedziało swoją nową serię smartfonów: Xiaomi 17, 17 Pro i 17 Pro Max. Brzmi znajomo? I słusznie, bo trudno oprzeć się wrażeniu, że chiński gigant coraz śmielej patrzy w notatnik Apple, jeśli chodzi o nazewnictwo swoich flagowców.
Jeszcze kilka lat temu Xiaomi próbowało wyróżniać swoje modele poprzez mniej oczywiste dopiski Mix, Ultra, czasem jakieś T dla odmiany. Teraz mamy wprost kalkę: podstawowy model Pro i Pro Max. Do pełni szczęścia brakuje tylko Air i Mini.
Co więcej, według przecieków Xiaomi ma celowo pominąć numerację 16, żeby w tym roku zrównać się z nazewnictwem Apple i wystartować od razu z serią 17. To zagranie marketingowe, które trudno uznać za przypadek. Wygląda na to, że firma bardzo chce być w jednym rzędzie z konkurentem z Cupertino, przynajmniej jeśli chodzi o cyfry w nazwach.
Co kryje się pod nowymi nazwami
Żeby nie było, Xiaomi 17 wciąż pozostaje smartfonem z najwyższej półki, mowa o mocnych procesorach, ekranach OLED i rozbudowanych aparatach. Pro i Pro Max mają iść o krok dalej, oferując bardziej zaawansowane układy kamer i lepsze chłodzenie.
Ale to właśnie nazwy budzą najwięcej emocji. Xiaomi ewidentnie próbuje uprościć przekaz marketingowy; trzy modele, każdy dla innej grupy klientów. Problem w tym, że wygląda to tak, jakby firma porzuciła własną tożsamość na rzecz kopiowania amerykańskiego konkurenta.
Ironia losu
Jeszcze kilka lat temu Xiaomi reklamowało się jako marka dla ludzi, którzy „”nie potrzebują przepłacać za logo”. Dziś samo zdaje się przykładać większą wagę do tego, jak nazwać produkt, niż do tego, by wyróżnić się czymś unikalnym.
Może to działać. Użytkownicy od razu będą wiedzieli, że Pro Max to najlepsze, co można kupić w danej serii. Ale czy nie odbierze to Xiaomi charakteru? Być może w pogoni za prostotą marketingową producent właśnie pakuje się w pułapkę bycia budżetowym Apple.
Nasza opinia
Seria Xiaomi 17 zapowiada się solidnie, ale trudno przejść obojętnie obok faktu, że nazewnictwo staje się coraz bardziej kalką. Pominięcie serii 16 tylko po to, by dogonić Apple, może brzmieć jak sprytny ruch, ale równie dobrze można to odebrać jako przyznanie się, że własnych pomysłów zaczyna brakować.
Technologicznie Xiaomi pewnie nie zawiedzie, ale pod kątem wizerunku coraz bardziej przypomina ucznia, który spisuje odpowiedzi od kolegi z ławki obok.